Zimą nudno?

Zima oferuje odpoczynek, długie zimowe wieczory pozwalają posiedzieć w domu, poczytać książki, nadrobić zaległości filmowe, itp. itd. Jednak jak ktoś już połknął bakcyla, to myśli cały czas krążą koło działeczki i koło wiosny i wybuchających pąków. W doskonały sposób ujął to Karel Ciapek:

…ogrodnik zaczyna się straszliwie nudzić; wiedząc, że w marcu się to zacznie, liczy dni do marca, a ponieważ jest ich zbyt wiele, odlicza od nich 15 dni, ponieważ „niekiedy to się zaczyna już w lutym”. Nic się nie da zrobić, trzeba czekać. Wówczas ogrodnik rzuca się na coś innego, powiedzmy, na sofę, na tapczan albo na szezlong, usiłując oddać się zimowemu naturalnemu snu. Po upływie pół godziny zrywa się z pozycji horyzontalnej inspirowany nową ideą. Doniczki! Przecież można uprawiać kwiatki w doniczkach! Nagle objawia się przed nim gęstwina palm i latanii, smokowców i trzykrotek asparagusów, kliwii…..

Dokładnie. Nie wiem czy to przypadek, że teraz sklepy pełne są kwitnących i ciekawych gatunków roślin pokojowych. A może w innych porach roku się ich nie dostrzega? W każdym bądź razie spragniona nowości botanicznych dokonałam zakupu kilku roślinek, mimo, że sama twierdzę, że już nic więcej się na tych parapetach i innych powierzchniach nie zmieści. A jednak. Zawsze się coś jeszcze gdzieś zmieści.

Moim ostatnim odkryciem jest kalatea. Piękna roślina pokojowa ozdobna z liści. A tych jest chyba z milion odmian. Do tego ciekawa istotka. W naturze mieszka w brazylijskich lasach, gdzie mało ma światła i dużo wilgoci. Piszą, że trudna w uprawie, bo wymaga warunków zbliżonych do szklarniowych, nie cierpi kaloryferów, bezpośredniego słońca. Chociaż rośliny oferowane w sprzedaży podobno są bardziej tolerancyjne. Moje dwie kalatee póki co radzą sobie dobrze. Każda z nich spryskuję, i obstawiłam je pojemnikami z wodą. Na kaloryferze zawisły nawilżacze.

Ciekawą cechą tych roślinek jest to, że wieczorem liście ustawiają się niemal pionowo – do snu. Podobno świadczy to o tym, że roślina dobrze się czuje w danym miejscu. Kalateę warto więc postawić w miarę widnym miejscu we wnętrzu pokoju, gdyż na parapecie nie pooglądamy za bardzo wyprostowanych do pionu liści.

Kolejna zdobycz, tym razem w postaci szczepki – nagarbia. To ciekawa roślinka, właściwie krzewinka, gdyż jej długie pędy szybko drewnieją. Ma śliczne, grube, ciemnozielone, drobne listki z bordową plamką od spodu. Jednak najpiękniejsze są chyba kwiaty, kształtem przypominające złote rybki/lampiony jak kto woli. Taka budowa kwiatu chroni pyłek przed wilgocią. Roślina nie lubi zresztą zraszania, szczególnie kwiatów, mogą one wtedy szybko zgnić. Pędy nagarbi warto przycinać by roślina rozkrzewiała się. Przycinanie również pobudza kwitnienie. Bardzo ważne dla kwitnienia jest przechłodzenie rośliny w okresie spoczynku (temperatura nie powinna spadac poniżej 12 stopni). U mnie więc zajęła zaszczytne miejsce w sypialnianej lodówce (to taki pokój gdzie się nie grzeje, bo się lubi spać w chłodzie, przy okazji ogród zimowy). Co ciekawe, nagarbia rośnie w lasach deszczowych jako epifit (czyli jak sorczyki!), dlatego też nie lubi przelania i wymaga bardzo przepuszczalnej gleby (najlepiej podłoża dla storczyków właśnie).

A tu mój zdobyczny ciemiernik, o którym już pisałam – w końcu udało się kupić w kwiaciarni na dole. Do maja posiedzi w domku, a potem jedzie na działeczkę. Pani z kwiaciarni mówiła, ze super się rozsiewa. A tymczasem przyjął ciepłą posadkę w chłodnej sypialni (podobno tak lubi). Może jego kawałek wróci jesienią, bo gdyby znów zakwitł zimą to kwiatuszki bardzo cieszyłyby oko!

A obok ciemiernika mieszka poisencja – czyli gwiazda betlejemska. Obie rośliny wdzięcznie kwitną (a przynajmniej powinny) na Boże Narodzenie.

 

Źródła:
Nagarbia
Kalatea – wymarzonyogrod.pl
7kwiatow.pl