Pracowite wakacje

Dawno mnie nie było na blogu, ale jak to w sezonie bywa, dużo pracy jest na działce. Choć nie tylko tam. Pewnie jesienią weźmie mnie na wspominki. A póki co mamy okrrropną suszę. Codziennie człowiek chodzi i podlewa (woda u nas na działkach jest puszczana między 18 a 20). Szkoda tylko, że ciśnienie wody słabe. No ale wszyscy chcą podlewać i mieć żywe roślinki. A poniżej ciurek, który miał podlewać pół działki na raz:

Niestety – gdy włącza się system nawadniający podlewa się tylko trawnik. No i lata ten  człowiek przez dwie godziny i przestawia ciurek spod jednego krzaczka pod drugi. W miedzyczasie można podziałkować lub odpocząć.

Dlatego dzielę podlewanie sprawiedliwie, codziennie wahadłowiec leży w innym miejscu podczas uruchomienia się nawadniania o 18. Zanim przyjdę (zwykle spóźniona, a jakże) przynajmniej jedna część działki jest już nieźle podlana, i codziennie inna.

A tu sposób na niskie ciśnienie – spryskiwacz na podwyższeniu, zawsze to zwiększa zasięg:

Jak się nie ma co się lubi to się wpadnie na co popadnie.

Tymczasem mimo suszy wprowadzam nowe roślinki na działeczkę. Ostatnio trochę hamaczyłam w pobliżu płotu sąsiada i pomyślałam że fajnie byłoby miejsce hamaczenia obsadzić czymś miłym dla oka i może troszkę ten płotek przysłonić. To kupiłam hortensję i trawki:

Między trawki wpadł kawałek pnia brzozy, które moja mama (68 l.!!!) przytargała po jakiejś ścince. Na razie nie wiem czy nie kicz (inne ogrodniczki powiedziały że ok). Zobaczę jak trawka urośnie (dokładniej rozplenica i turzyca, która jest de facto turzycą a nie trawą).

A tu widok z hamaka. Na razie taki, a za rok między tymi dwoma siatkami będzie już ładnie i zielono.

😛