Pierwsze koszenie

Nadszedł czas pierwszych prac na działce. Ogolimy ją i będzie pięknie. Czas więc wybrać kosiarkę. Hmm, elektryczne odpadają, bo do działki nie podłączono prądu. Zatem spalinówka. Hmm, brak domku do przechowywania niemałego pojazdu i cena nie wyglądają zbyt zachęcająco. Sprawdźmy na olx. Za kilkadziesiąt złotych ktoś sprzedaje kosiarkę bębnową, hmm. Poczytajmy… Do trawniczków przydomowych, do przycinania tylko… Cena atrakcyjna, w necie można kupić już za 140 zł nówkę. Mała, lekka, poręczna. Szybko dokonuję wyboru – to będzie moja pierwsza kosiarka.

Jednak ten busz, na który można się natknąć za bramką raczej nie podda się skromnej bębnowej kosiarce… Wpadam na pomysł, żeby na pierwsze koszenie wynająć człowieka z kosiarką lub samą kosiarkę. Zderzam się z kosztami przekraczającymi moje wyobrażenia. Równie dobrze mogłabym kupić sobie kosiarkę. Skoszenie 250 m2 przez człowieka – ok 150-200 zł. Za to wypożyczenie kosiarki spalinowej na 1 dzień 80 zł. Miły pan w telefonie zgadza się nawet ją dowieźć – firma mieści się na terenie Opola. Super! W końcu nadchodzi piąteczek i pierwsze koszenie. Nawet urlop jest z tej okazji. Umówiona godzina dostawy sprzętu: 9.00. Meldujemy się z „mężem” z rana na działce, z jeszcze nie rozstrzygniętą kwestią, kto będzie kosić – bo oboje strasznie podjarani. Mija 9.00, kosiarki brak. Koło 10.00 dzwonię. Już jadą. Koło 10.30 zaczyna kropić. Cholera. Koło 10.45 przestaje. Koło 11.00 dojeżdżają i oznajmiają że transport 20 zł w jedną stronę… Hmm, nie można było tak wcześniej? Koszty rosną. Ale trawa w końcu też, więc coś trzeba z tym zrobić.

Oddaję potwora „mężowi”, niech kosi. Nela asystuje. A ja pilnuję, żeby cokolwiek na działce przetrwało, bo na razie trzęsę się nad każdą roślinką wyglądającą inaczej niż źdźbło trawy czy mlecz. Czy to wiadomo co z tego wyrośnie?

Po dojechaniu do huśtawki potwór spalinowy krztusi się i zatrzymuje… na jakimś metalowym haku wystającym z ziemi. Nóż skrzywiony… Ale maszyna działa. Po dwóch godzinach działka wygolona na łyso. Pusto jakoś… Ale lepiej.

Postanawiamy sami odwieźć kosiarkę. Niestety skrzywiony nóż nie podoba się właścicielom i nakładają na nas kolejne koszty… No cóż. Trza było nie tylko sprzęt ale i człowieka brać. Chociaż… przynajmniej „mąż” poużywał, nie mówiąc o psie.