O tym wszystkim

sierpień 2017

W tym roku, wiosną zostałam działkowcem. Kupiłam działkę. Miała być rekreacyjna, blisko pracy i domu, w środku miasta najlepiej. Żeby pies miał gdzie pobiegać. Żeby poleżeć na hamaku. Żeby „mąż” mógł sobie grilla zrobić lub upiec swoje gliniane garnki. Taka świetlana koncepcja szybko padła, bo kupiłam działkę bardzo zaniedbaną. Więc trzeba zadbać, dopieścić. Posadzić jakieś roślinki. A że roślinki od zawsze mi towarzyszyły w mieszkaniu i na balkonie, trudno było się oprzeć chęci posadzenia ozdobnych bylin, które w bloku nie mogły zaistnieć i obserwowania ich rozwoju. Ambicje warzywno-hodowlane zostawiam na późniejsze etapy mojego życia. Jednak jak się okazuje droga do posadzenia tych roślinek długa, gliniasta, brukowana i podstępnie dość dająca po kieszeni. Ale cóż, cel uświęca środki. Liczne pogryzienia, skórne uczulenie nawozem, zepsuty staw w małym palcu, wieczorne powroty z włosami w pyle i umorusanym czołem, nie wspominając o ciuchach, wytarta skóra na kolanach, siniaki i ból w dole pleców, powiększone bicepsy, kompletny brak czasu np. na mój ukochany rower (pomniejszone mięśnie ud) – to wszystko nic, w porównaniu z satysfakcją jaką się czuje widząc efekty. Liczne chwile zwątpienia, przemijające, bo oto rozbił się nowy pączek, bo oto coś zaskakuje w ogrodzie. I cały czas się ten ogród zmienia. To mój pierwszy sezon. Wszystkiego się uczę. Boję się zimy, czy zniweczy tą pracę, czy rośliny przeżyją i które. Jeszcze nie wiem jak pomóc każdej z roślin rosnąć i przede wszystkim kwitnąć, gdy każda woła o inne stanowisko, przycinanie czy zasilanie. No ale po to ten blog, żeby uczyć się na błędach i wracać kiedyś z uśmiechem do tych „pierwszych kroków”.

Wpisy od wiosny do dnia dzisiejszego będą retrospekcją, pewnie zabraknie w nich części dokumentacji zdjęciowej. Za to postaram się przybliżyć co ciekawsze zmagania, sukcesy i porażki. Zapraszam do komentowania i dyskusji.

Bohaterami tego bloga są też: „mąż” i pies, a raczej suka o wdzięcznym imieniu Nela. „Mąż” też lubi roślinki i gdy tylko może bardzo pomaga, jednak ze względów czasoprzestrzennych ma dużo mniejsze możliwości upiększana naszej działki. Psica za to dzielnie broni pańci przed intruzami z zewnątrz, obszczekując płot i wszystko co się za nim rusza, goni koty… i tu ciii – czasem również na terenie sąsiednich działek. Nie tak łatwo załatać wszystkie dziury w starym płocie, jak się ma wprawionego w ucieczki czworonoga… Ale, praca wre.

Chciałabym wspomnieć tutaj też o mamie, która od samego początku wspiera Przedsięwzięcie Działka. Mama łata budżet działkowy, podsuwa pomysły (np. kostka brukowa), uszyła też zazdrostkę na beczkę.

ps. doświadczonych działkowiczów i ogrodników proszę o czytanie tego bloga z przymrużeniem oka, tak tez zresztą traktuję ten temat, przy okazji ciężkiej pracy dobrze się bawiąc. Wszelkie moje, czasem może i głupawe pomysły mają służyć fanowi, nie da się tak na poważnie ciągle przekopywać tej ziemi w te i wewte 🙂 dlatego również każdy hejt będzie obrócony w żart!