Nawadnianie

Susza potrafi złamać. Potrafi zniszczyć cały ogród, całą włożoną pracę, ale potrafi też złamać ogrodnika. Szczególnie tego dochodzącego do działki. Tak więc i ja się złamałam, więc wprowadziłam na działkę trochę techniki. Niewiele, bo tylko na dwa paluszki (AA), no ale zawsze coś. Małe a cieszy, małe a działa (no, prawie).

Tak więc wycieczka do znanego hipermarketu budowlanego (a właściwie do dwóch, bo jeden słabo zatowarowany) i rozkmina przy półce, trudne wybory z miliona złączek, przejściówek i mocne nagięcie wyobraźni, żeby to połączyć w całość. No i się udało:

Włącznik wody – proste i intuicyjne urządzenie, nawet ie trzeba instrukcji czytać (nie cierpię):

A tu milion złączek i przejściówek:

No i takie coś – dwójnik z zaworkami:

A tu ułożone w całość:

Kran mam taki jak niżej. Nie chcę przymocowywać włączacza wody bezpośrednio do kranu, żeby nie kusił, tych co by się dali skusić, dlatego jeszcze muszę go podłączyć do węża i gdzieś ukryć.

Stąd taka budowla, to czarne to przejściówka na cienki wąż (licznik jest przewidziany na gruby):

A tu obudowany i podpięty już dwójnik:

No to siup! Działa:

Prawie. Bo zakupiony wahadłowiec, raz się waha, a innym razem się waha czy się wahać – jednym słowem nie można na nim polegać:

No i ciśnienie w rurach niestety za słabe by obsłużyło dwójnik. Na szczęście dwójnik ma zaworki i może działać jak pojedyńcznik.

Sorki za nomenklaturę – sama się uśmiałam przy tworzeniu tego wpisu i nie mogłam się powstrzymać przed tą raczej mało szkodliwą nowomową 😉 Toż to ja fachowiec od złączek żaden.