Mój trawniczek

Po pierwszym wejściu na działkę wiosną trawniczek był, powiedziałabym delikatnie – dosyć wybujały. Jak tu:

Choć mimo tej całej bujności, na powyższym zdjęciu w lewym górnym rogu, rzuca się w oczy wyłysiały kawałek bez trawki.

A później nastąpiło koszenie. I trawniczek zaczął wyglądać tak, a właściwie rzec można, przestał wyglądać:

Najlepiej widać to na poniższych filmach, których główną bohaterką jest w prawdzie czworonóg, ale tło zajmuje dojmującą część obrazu.

Na powyższym filmie, w tle widać już zaczętą rabatę z malwami i rudbekiami, a także masą bzowo-krzakową. Trawnika praktycznie tu nie ma, jest tylko zielsko, głównie wyka.

Tutaj Nelcia biega pomiędzy piwoniami zarośniętymi trawą. Cała rabata wzdłuż ścieżki została później przekopana i wysypana korą.

Tak więc zamiast pięknego trawniczka, który przecież jest elementem rekreacyjnego motywatora zakupu działki jest coś w kolorze zgniłej i przeschniętej zieleni.

W końcu zaczęło mi to przeszkadzać, szczególnie ten łysy kawałek w lewym górnym rogu. Kupiłam więc trawę. W pudełku, taką uśpioną jeszcze w nasionkach. Pudełko mówiło, że zawiera 40 m2 trawy, ale co tam, wzięłam i po amatorsku wysypałam wszystko na jakieś 10 m2. Co będzie to będzie, a może z większej ilości nasion coś wyrośnie? Mama będąc przejazdem na działce jeszcze trochę wzruszyła ziemię grabiami. Ten zabieg i podlewanie o dziwo zadziałały, zaczęła rosnąć piękna, soczyście zielona trawka!!!! No to uwierzyłam, że cały mój trawnik może być taki zielony. No i w tym całe przekleństwo, bo postawiłam sobie za punkt honoru, że zrobię ten trawnik. Ale jak to bywa z takimi przedsięwzięciami, najpierw trzeba by pomyśleć o rabatach, bo przecież te przy ścieżce zarośnięte są od strony trawnika. Aby oddzielić rabatę od trawnika trzeba wzdłuż niej ułożyć cegły (od ścieżki też jest oddzielona cegłami). A z kolei jeśli wzdłuż ścieżki są rabaty, to pod płotem też muszą być. I z drugiej strony i z trzeciej. Czwartej już nie wymienię, bo przecież czwarta to te rabaty przy ścieżce.

Sprawa z cegłami zakończyła się zakupem ponad pół tony kostki granitowej o wym 7/9, noszeniem kamienia z samochodu na działkę (tu podziękowania dla wózka rowerowego) i moją amatorską specjalizacją w brukarstwie. Ale to z kolei inna historia – już wkrótce.

Tymczasem trawnik. Na początku lipca podczas urlopu wypoczynkowego zabrałam się radośnie i ochoczo za robotę. Trawnik składał się wtedy w dużej mierze z chwastów, głównie wyki, mleczy i ostów, gdzieniegdzie trawsko poprzeplatane z mchem. Głównym narzędziem demolki – grabie. Kilkanaście godzin spędzonych na wyrywaniu chwaściorów i wygrabianiu mchu.

Uchowało się takie zdjątko:

W tle już rozpoczęte kładzenie kostki od beczki w prawo. Po wyznaczeniu rabat od strony południowej i zachodniej przystąpiłam do posiania trawy. Aha, trawsko kupiłam zupełnie przypadkiem w jakiejś promocji, dokładnie 5 razy taniej niż wcześniej :))) No to wzięłam od razu trzy takie paczki jak wcześniej (40m2). Jednak tym razem powstrzymałam swe zapędy i wysypałam znacznie mniej nasion:) Na szczęście pogoda mi sprzyjała, było ciepło i wilgotno, często były burze. Bałam się co będzie z tego wysiewu, bo ziemia jest tam strasznie gliniasta. A po tygodniu… pojawiły się nieśmiało pierwsze zielone niteczki trawy! Ach, jak to cieszy! Trzy tygodnie później trawnik zazielenił się, a sąsiedzi zaczęli chwalić efekty:)

Potem był tygodniowy wyjazd wakacyjny nad Biebrzę. Z bólem serca i niepokojem, bo co z trawką? A jeszcze do tego zapowiadają upały. Na szczęście kolega Andrzej zgodził się doglądać działeczki. Suma sumarum miał wpaść tam dwa razy, a okazało się, że był codziennie i podlewał codziennie, taka susza. Dziękuję Andrzeju, jeszcze raz!

Przyjechałam i zastałam wielki busz trawnikowy. Od razu wjechałam kosiarą i z przyjemnością zabrałam się za przycinanie mojego małego cudu. No i nie doczytałam, i zrobiłam błąd, bo skosiłam trawkę nisko. Za nisko. Bo po koszeniu trawa jakby zmarniała, nawet pojawiły się placki jakby wysuszone. Teraz już wiem, że trawy nie powinno się kosić nisko. Kosi się do ok. 1/3 źdźbła. I lepiej kosić częściej i wyżej. Szczególnie podczas upałów, bo grozi to żółknięciem i wysychaniem darni, nierównomiernym odrastaniem, no i sprzyja odrastaniu chwastów. Tak z osobistych obserwacji zauważyłam, że starszym trawnikom służy przycięcie nisko, nic im się nie dzieje, natomiast młodszy jednak jest w lepszej kondycji po wysokim skoszeniu. Na szczęście trawka odżyła i trawniczek wygląda już całkiem dobrze. Jednak od tego pierwszego koszenia przeżywałam każde kolejne w obawie, że trawnik szlak trafi, a siły włożyłam w to przedsięwzięcie niemało. I przez to jakaś drażliwa się zrobiłam na jego punkcie (przepraszam Krzysiu). Delikatne są takie młode trawniki…

A tu stan gdzieś tak z końca lipca:

Na poniższym zdjęciu widać już, że chwaściory nie dały za wygraną mimo trudu włożonego w ich usunięcie:

Mój nowy trawniczek to tylko 1/4 działki. Po drugiej stronie ścieżki jest drugi taki sam, ale nie dałam rady się nim zająć w tym roku. Chyba zacznę wiosną… Na razie widać ogromną różnicę między trawniczkami – jeden soczyście zielony a drugi w kolorze brudnej zieleni:) Poniżej obrazy z października:)

Aha, melduję, że liście posprzątane!

Źródło wiedzy o trawniku: Poradnik początkującego działkowca