Skalniaczek

Dawno, dawno, choć w sumie nie tak dawno temu, w lewym górnym rogu działki (patrząc od furtki) rosły sobie leszczyny. Wielkie i ciemne pokrywało je listowie tworząc nieprzeniknioną gęstwinę. Komary i kleszcze gromadziły się tam licznie i tylko odważna psica Nela zapuszczała się w tę puszczę. Krążyły pogłoski, że w gąszczu tym kryje się głęboka studnia, a nawet ruiny niegdysiejszej altany, spalonej przez wrogów tych terenów w zamierzchłych czasach poprzedniej dekady. Olbrzymie chwasty pozarastały połacie dna puszczy, zakrywając zgromadzone w niej pozostałości po dawnych mieszkańcach, m. in. ciekawy archeologicznie garnek i resztki dachu wykonane z cenionego w minionym wieku azbestu wymieszanego z cementem, nie wspominając o zalegającym wszędzie drewnie, zapewne gromadzonym tu przez niegdysiejszych mieszkańców na opał. Ponieważ nawet właściciele przyległych włości pytali czy puszcza ta konieczną w tym miejscu (jakoż cień rzuca nieprzenikniony na ich dobra) zapadła wśród nowych posiadaczy ziemskich decyzja coby te cienionośne leszczyny wyciąć. Przedsięwzięcie wymagało sprowadzenia wykwalifikowanego sprzętu aż z dalekich Zdzieszowic. Sprzęt nadjechał, za zgodą właścicieli i po zaopatrzeniu w odpowiednie, nowoczesne źródła energii rozpoczęło się karczowanie puszczy. Ku uciesze sąsiadów nieprzeniknione ciemności ustąpiły miejsca słonecznym promieniom, które zasiliły rosnącą za granicami roślinność. Leszczyny jednak nie zostały całkowicie wycięte, na końcówkach grubych pni pozostawiono drobne gałązki tworzące delikatne i ciekawe zwieńczenie. Drewna po wycince było tyle, że konieczny był kilkukrotny wywóz na dalekie zwałowisko biologicznych pozostałości, przy dodatkowej pomocy silnych rąk i dodatkowych racji żywnościowych, za co gospodarze byli bardzo wdzięczni.

W lewym górnym rogu działki zrobiło się wreszcie słonecznie i jasno, a studnia nabrała właściwości użytkowych.

W tle widać jeszcze pozostałości płyt azbestowo-cementowych

Właściciele postanowili stworzyć ogród traw, o którym tak wiele mówiono w najnowszych środkach przekazu. Niestety wbicie szpadla w odzyskane ziemie skończyło się fiaskiem. Już na głębokości 10 cm odkryto pod ziemią bogate złoża margla, twardej skały, uniemożliwiające posadzenie czegokolwiek większego. Zapadła więc decyzja, że powstanie tam skalniaczek, czyli mini-ogródek na mini-roślinki o mini-zapotrzebowaniu na ziemię i ogólne warunki bytowe. Zaczęło się zwożenie kamieni z okolicznych pól, niektóre wręcz specjalnie zakupiono u znanego w okolicy kamieniarza. Inne sprowadzono z bardziej piaszczystych terenów w kraju. Same rośliny pochodziły z kolekcji skrzętnie zbieranej od dwóch sezonów przez gospodynię, niektóre okazy przyjechały aż spod Alp! A oto kolejne etapy powstawania skalniaka:

Wśród posadzonych roślin znalazło się kilka gatunków rojników, kilkanaście rozchodników różniących się diametralnie pokrojem i kolorem, zawciąg nadmorski, karmnik ocisty, skalnica, macierzanka.

Pomiędzy pnie starych leszczyn posadzono rojniki:

Pierwotny plan założenia trawowiska nie spełzł na niczym, w rogu, gdzie margiel schodzi głębiej pod ziemię udało się posadzić egzotyczny gatunek trawy – miskanta chińskiego oraz Imperatę Red Baron, która być może w kolejnym roku zechce wyjawić swe walory – początkowo panienka nie wyglądała na zbyt zadowoloną z miejsca nasadzenia.

Miskant chiński. A w prawym dolnym rogu – znalezisko archeologiczne.