Karmnik już wisi!

Karmnik, który zrobiłam jesienią, już wisi, a właściwie mąż już przed świętami go powiesił, wysoko na gałęzi orzecha. Dzięki takiemu umiejscowieniu najprawdopodobniej ptaszki będą zabezpieczone przed atakiem dzikiego zwierza typu dziki kot działkowy, chyba, że jakiś akrobata się akurat trafi. Jeśli chodzi o położenie karmnika, dla mnie ważne było również to, gdzie będzie na….brudzone i dobrze, że będzie to gleba pod panem orzechem, który innym roślinom wokół siebie rosnąć nie daje.

Mechanizm karmnikowy jest bardzo precyzyjny – linka na bloczku (to ten sam co był w mechanizmie nieistniejącej już studni) opuszcza karmnik na dół.

Nasypaliśmy jedzonka w postaci specjalnej mieszanki ziaren dla ptaszków oraz zawiesiliśmy tzw. knedla, czyli kulkę tłuszczu wymieszaną z ziarnem. O ile kulka zniknęła (na zdjęciu powieszona jest nowa) to zarenka nie bardzo. Zima ciepła to ptaszki może nie potrzebują? Choć trochę ziaren jest rozsypanych pod karmnikiem, więc jednak jakiś ruch był – przynajmniej wokół knedla. I tu właśnie trudność oceny wynika z separacji działki z mieszkaniem w bloku. Nie ma jak obserwować z okna… Ale w sumie ważne, żeby ptaszki miały co jeść:) Może kiedys się uda podejrzeć ptasie towarzystwo.

A że zima ciepła to zaświadczyć może chociażby kwitnąca 7 stycznia leszczyna:

Zdjęcie tak słabe jak ta zima… patrząc z perspektywy ogrodnika